Dziennik wyprawy

DZIEŃ 11.

Żegnamy Bieszczady, żegnamy się…

Koniec wyprawy. Ciężko się rozstać. Z miejscem – owszem, ale przede wszystkim z ludźmi.

Koniec wyprawy, początek czegoś nowego. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że wyprawa Bieszczady 2012 Survival Expedition to początek czegoś nowego, nowego etapu życia. Teraz już nic nie będzie takie samo… :)

 

DZIEŃ 10.

MELDUNEK 1.

Tarnica. 1346 m n.p.m. Zero zasięgu GSM.

MELDUNEK 2.

Dzisiaj zdobyliśmy Tarnicę – najwyższy szczyt Bieszczad!

O poranku przywitało nas bystre słońce – stąd nasze bardzo dobre humory. Nawet Zbyszek, który miał wątpliwości, czy w ogóle podejmować walkę z górą, był pozytywnie nastawiony. 

Na szlaku żartowaliśmy, podziwialiśmy piękne widoki i nie mogliśmy uwierzyć, że tu jesteśmy. Nasza przewodniczka, Magda, bardzo ciekawie opowiadała o Bieszczadach, o wszystkim, co widzieliśmy. Od razu zintegrowała się z całą ekipą. Niestety pogoda zaczęła się trochę psuć: strasznie wiało, na szczęście – nie lało.

Mijani po drodze turyści poznawali Jaśka; mówili, że czytali o wyprawie i że bardzo nas wszystkich podziwiają. Dodawali nam otuchy, klepali po ramionach i dopingowali. Dziękujemy za te wszystkie ciepłe słowa i pozdrawiamy wszystkich spotkanych po drodze wędrowców. Było nam niesamowicie miło!

Na Tarnicę weszli wszyscy! Radość była przeogromna, każdy usłyszał i każdy dla każdego odśpiewał gromkie „Hip-Hip! Hurra!”. Gratulacjom, uściskom nie było końca! Łzy szczęścia kręciły się w oczach… Wspaniały widok i wzruszające, niezapomniane doświadczenie!

Jednak w końcu przyszedł również czas na zmęczenie. Protezy uwierały, oczy same się zamykały… Ale radość ze zdobytego szczytu rekompensowała wszystko! Magda podsumowała: „Wreszcie mogę zrozumieć Jana Pawła II – dlaczego tak lubił chodzić po górach. Tak, teraz go naprawdę rozumiem!”.

 

DZIEŃ 9.

MELDUNEK 1.

Pozdrowienia ze słonecznych Bieszczad!

Mamy przepiękną pogodę i głęboko wierzymy, że taka utrzyma się do jutra – kulminacyjnego dnia i punktu wyprawy, czyli… wejścia na Tarnicę!

Dziś spotkamy się z grupą Razem na szczyty, do której należą Kasia Pietrzyk, Mateusz Wojciechowski i Anita Zięba – podopieczni Fundacji i uczestnicy zeszłorocznej wyprawy Beskid Niski Survival Expedition. Również wieczór spędzimy w tym doborowym towarzystwie! Zapowiada się ciekawie i bardzo wesoło :)

MELDUNEK 2.

Po zapakowaniu przyczepy ruszyliśmy piechotą do Dydiówki – urokliwej chatki przy granicy z Ukrainą. Zaprowadził nas do niej Bartek Smok ze Straży Granicznej. Musieliśmy przekroczyć małą rzeczkę, co było nie lada wyzwaniem, ponieważ osoby z protezą nogi nie mogły jej zamoczyć. Efekty: 1. duuużo śmiechu, 2. mnóstwo różnych kombinacji, kto, komu, jak ma pomagać, 3. wszyscy szczęśliwie przeprawieni na drugi brzeg.

A na drugim brzegu oczywiście czekało nas kolejne zadnie: zawiązanie butów jedną ręką! Okazało, że nie jest to takie łatwe i że trzeba się nieco pogimnastykować… W takich sytuacjach przychodzi na myśl: „Dzięki Bogu za dwie ręce!”, a zaraz potem pokorne: „Szacun dla osób, które dzień w dzień muszą robić wszystko, dysponując tylko jedną dłonią…”.

Po powrocie z Dydiówki uczestnicy przebyli szybki kurs z rozpalania ogniska krzesiwem oraz pieczenia ryby/kurczaka w żarze ogniska. To zadanie wszyscy wykonali zadanie bezbłędnie, a upieczone ryby smakowały wyśmienicie! Niektórzy byli szczerze zaskoczeni, że w takich polowych warunkach można przygotować tak dobry posiłek.

 

DZIEŃ 8.

MELDUNEK 1.

Czasem potrzeba odwagi, by się poddać

Po pierwszym odcinku rowerowym wszyscy byli bardzo zmęczeni, ale też zadowoleni.

Edyta odpuściła i po 3 kilometrach przesiadła się do karetki. Słusznie, trzeba umieć mierzyć siły na zamiary. Edyta i bez ryzykowania zdrowia wróci z wyprawy z wieloma osiągnięciami na koncie!

Dzisiejszy odcinek rowerowy jest znacznie dłuższy i cięższy od wczorajszego. Poza tym wróciła iście letnia pogoda! Słońce mocno świeci, temperatura sięga dwudziestu pięciu stopni, co wcale nie sprzyja dużemu wysiłkowi. Ale lepsze to niż deszcz!

MELDUNEK 2.

Rowery dały wszystkim w kość – nie tylko uczestnikom, ale i kadrze. Trasa drugiego odcinka zdecydowanie nie należała do rekreacyjnych… Cały czas prowadziła pod górę, innych przeszkód też nie brakowało.

Niespożytą energią wykazywała się oczywiście Iza, która nie dość, że sama jechała jak z doczepionym motorkiem, to jeszcze pomagała innym!

Powszechnie wiadomo, że jazda na handbike’u do najlżejszych nie należy – nawet na równej powierzchni, a co dopiero pod górę i po kamienistej drodze. Tymczasem Zbyszek jako jedyny jechał na handbike’u i dał sobie radę doskonale! Chapeau bas!

Podczas wieczornego wspólnego podsumowania dnia każdy wyrażał słowa uznania dla wyczynu Zbyszka – niestety on już ich nie słyszał, ponieważ po kolacji  ze zmęczenia od razu poszedł spać… :)

Zachwycony tym dniem i jazdą na rowerze jest Roman. Wyznał, że nigdy w życiu nie spodziewał się, że kiedykolwiek będzie jeździł rowerem po górach! Myślał, że takie rozrywki zarezerwowane są dla prawdziwych twardzieli. Nie wiedział, że sam się do nich zalicza :)

Podsumowując, za nami dzień pełen potu, krwi, a czasem nawet łez. Mimo to – dobry dzień. Wszyscy jesteśmy z siebie nawzajem bardzo dumni.  Najnowsze zdjęcia (poniżej) dowodzą, że mamy ku temu mnóstwo powodów!

 

DZIEŃ 7.

MELDUNEK 1.

Halo, halo! Tu ponownie Jasiek!

Kolejny odcinek wyprawy przez Bieszczady pokonujemy na rowerach.

Te niepozorne, mistycznie piekne wzgórza nastręczają nam wielu trudności, bo niełatwo je pokonać np. pedałując rękoma. Mimo to, z obolalymi niektórymi częściami ciała, pokonujemy kolejne kilometry.

Po rozbiciu obozowiska w pobliżu lekko wyschniętej rzeki wybraliśmy się, by wziąć w niej kąpiel. Jedną z pierwszych osób, które zanurzyły się w lodowatej wodzie, był Romek. Jest to o tyle ciekawe, że Romek każdego dnia powtarzał, że boi się zimna. A tu – bohatersko inspirował resztę ekipy!

Dzień zakończyliśmy nocnymi wartami przy ognisku.

Dzięki Wam za dotychczasowe wsparcie. Jeszcze przez kilka dni myślcie o nas ciepło!

MELDUNEK 2.

Ognisko, pieczenie kiełbasek oraz wyczekiwane przez Romka śpiewy – tak wyglądał nasz wieczór! Było naprawdę wesoło!

Szef logistyki, Tomek Deroń, dał się poznać od skrywanej dotąd strony: wodzireja wokalnego! Zafundował nam tym ubaw po pachy!

Na noc zostały zarządzone warty przy ognisku ze zmianami co dwie godziny: dwoje uczestników plus jedna osoba z kadry. Dla większości osób było to nowe doświadczenie. W dodatku urozmaicone, bo po drugiej stronie rzeki jelenie urządziły rykowisko. Potężny, basowy ryk rozlegał się echem na wiele kilometrów po okolicy. Niesamowity spektakl!

 

DZIEŃ 6.

MELDUNEK 1.

Przed nami etap rowerowy

Choć pogoda nie dopisuje, humory dopisują nadal! Wszyscy biorą zaległe prysznice i zwyczajnie odpoczywają.

Obecnie kadra zarządziła zbiorowe robienie dżemu i kompotu z jabłek :) Wszyscy dostali przydział 20 małych jabłuszek i zawzięcie wykrawają pestki. A za oknem ciągle pada

Pogoda rzeczywiście się popsuła: w nocy odwiedziła nas solidna burza. Burza minęła, ale plucha nie. W związku z tym etap rowerowy, który miał się dziś rozpocząć – owszem, zacznie się, ale z małym opóźnieniem. Ważne, że Panowie z Carbonbike przyjechali już wczoraj i teraz składają nam wspaniałe trójkołowe rowery!

Cierpliwie czekamy na słońce. Gdy chociaż jeden promyk ukaże się na horyzoncie, z nową energią zawalczymy z nowymi zadaniami i wyzwaniami – całym kolejnym etapem naszej wyprawy!

Tymczasem wypatrujcie kolejnej porcji zdjęć, która już się do Was… powoli wybiera ;)

MELDUNEK 2.

W Bieszczadach ubłaganie niebios o kreseczkę sygnału GSM, o sygnale internetowym nie wspominając, wymaga czasu, koncentracji i nie lada kombinacji. Podołaliśmy i temu zadaniu :)

Przesyłamy Wam pakiet zdjęć z ostatnich dni i obiecujemy więcej co wieczór! Mamy nadzieję, że przybliżą Was do nas i do naszych zmagań. Gorąco pozdrawiamy naszych drogich Sponsorów i wszystkich życzliwych, pozostałych na łonie cywilizacji!

 

MELDUNEK 3.

Dzień był super – pełen wrażeń, mimo że spędzony w jednym miejscu. Wieczorem zostały odpalone rowery w celu przetestowania przed jutrzejszą trasą.

Magdzie nie znikał uśmiech z twarzy i zapewniła nas, że po wyprawie kupi sobie takiego trójkołowca. Edyta dzielnie jechała na handbike’u, wyprzedzając pozostałych uczestników, a Ola po jeździe testowej stwierdziła, że przydałby się ktoś do masażu… pupy :)

Po kolacji spędziliśmy wieczór na grach integracyjnych, które doprowadziły nas do bólu brzucha ze śmiechu. Aż szkoda było iść spać! Ale przecież jutro rano pobudka, śniadanie i w drogę! Trzymajcie kciuki za pogodę, no i za nas!

 

DZIEŃ 4./5.

Cześć, tu Jasiek! Za nami już 4 dni wyprawy przez piękne Bieszczady!

Zakończyliśmy zmagania na wodzie, odstawiając kajaki i canoe na brzeg zalewu Solińskiego (gdzie nieustannie towarzyszył nam bieszczadzki WOPR) i przygotowujemy się do dalszego przemierzania Bieszczad na rowerach.

Dziś przechodzimy nad Sanem po linach. Ola przezwyciężyła paraliżujący strach i przeszła cały most linowy. Jarek i Zbyszek zjeżdżają po linie nogami (i protezami) do góry.

Wszyscy walczą z ograniczeniami, które przecież ma każdy człowiek; i pokazują, że wszystko da się zrobić. Jeśli nie standardowo – mając dwie nogi i rece, widząc i słysząc, to inaczej, ale wcale nie gorzej.

Kibicujcie nam dalej!

 

DZIEŃ 3.

Przeprawa na wyspę na Solinie – z zamkniętymi oczami!

Za nami kolejny dzień wyprawy. Dziś przeprawiliśmy się na wyspę na Solinie.

Ale żeby nie było to za proste, to w każdym dwuosobowym zespole w kajaku, jedna osoba… miała zawiązane oczy, a druga mówiła jej, co ma robić.

Zwiedzanie wyspy również odbywało się w ten sam sposób. Najwięcej emocji wzbudził zespół Izy i Bartka – szczególnie, kiedy niesłyszącej Izie zawiązaliśmy oczy! Iza z Bartkiem opracowali system znaków i poradzili sobie świetnie!!! Jutro ruszamy dalej: kierunek – Rajskie. Pogoda dopisuje! Trzymajcie kciuki!

 

DZIEŃ 2.

Zaświeciło słońce, temperatura rośnie!

Zaświeciło słońce, płyną po Solinie, a naszym podopiecznym obsługa kajaków idzie bardzo dobrze!

Temperatura rośnie – nie tylko w szeregach, ale i powietrze się ociepliło. Kurtki zostają zrzucone!

Pływanie uczestników wyprawy po Solinie obserwował wysłannik PGE: który nie mógł się nadziwić zręczności naszej ekipy. Opływają w tym momencie wyspę i kieruja się w stronę Cypla Teleśnickiego – tam wieczorem będzie rozbijane obozowisko i spanie w namiotach.

 

Niezmordowany i cierpliwy Zbyszek walczy z wędką, aby złowić kolację, co pewnie nie będzie łatwe. Póki co wyławia glony. Weronika pływa motorówką po jeziorze w poszukiwaniu najlepszych ujęć do filmu z wyprawy, który kręci. Zabawa rozkręca się na dobre!

 

DZIEŃ 1.

Pierwszy meldunek z wyprawy w Bieszczady

Nasza dzielna ekipa wyjechała wczoraj, 20 września 2012, spod siedziny Fundacji!

Wyruszyliśmy wczoraj zgodnie z planem, o 12:30. Wcześniej, od godz. 10, gościliśmy u naszego sponsora, Banku BZWBK – uczestnicy wyprawy spotkali sie z pracownikami Banku BZWBK w Krakowie przy ul. Szlak 77.

W znakomitych nastrojach, oczekujac na przygodę, która przed nimi, z błyskiem w oku opowiedzieli o wyprawie. Pracownicy Banku wzięli na siebie na czas trwania wyprawy – zaklinanie pogody :)

Dziś, mimo lekko zgrabiałych dłoni, podróżnicy walczą z wodą, płynąc na kajakach, kanu i rowerkach wodnych, eskortowani przez WOPR bieszczadzki i towarzyszący nam przez cały czas trawnia wyprawy – Offroad Rescue Team.

Pod spodem garstka nowych zdjęć, a już wkrótce – kolejna garść wiadomości!

 

Zgrupowanie przed wyprawą

W dniach 31 sierpnia – 2 września odbyło się w Podlesicach (koło Zawiercia) zgrupowanie przed wyprawą w Bieszczady.

Do Podlesic zjechała cała ekipa – uczestnicy i kadra. Niektórych zobaczyliśmy po raz pierwszy, dlatego sporo czasu spędziliśmy na rozmowach. Każdy miał okazję coś o sobie opowiedzieć, przedstawić się.

Nie zabrakło oczywiście pierwszych warsztatów z szerokiego spektrum umiejętności na wyprawie niezbędnych: uczestnicy wyprawy uczyli się rozbijać obóz i przygotowywać posiłki w polowej kuchni. Wybraliśmy się również na wycieczkę w teren – naszym celem była Góra Zborów.

W niedzielę natomiast przyjechali instruktorzy linowcy i zapewnili nam niezłą porcję emocji – most linowy i tyrolkę w Skałach Rzędkowickich. Jak było? Było super! :)

Zobaczcie sami na zdjęciach:

Możliwość komentowania jest wyłączona.