Niepełnosprawni w skałach

Wspinaczka jest niezwykłym sportem, wszechstronnie rozwijającym całe ciało i kształtującym psychikę. Obiegowe opinie każą przypuszczać, że jest to sport dostępny jedynie nielicznej grupie ludzi, obdarzonych szczególnymi predyspozycjami fizycznymi i psychicznymi. To nieprawda. Niektóre formy i techniki wspinania z powodzeniem mogą uprawiać osoby z różnymi rodzajami niepełnosprawności. Co więcej – może być wspaniałą formą rehabilitacji. Wspinanie uczy zaufania do drugiej osoby (osoba pełnosprawna musi być nie tylko asekurującym, ale też pilotem dla niewidomego), ale równolegle rozwija samodzielność, uczy pokonywania barier (wejście na szczyt), pomaga w pracy nad sobą i przezwyciężaniu własnych słabości i niewiary.

W dniach 18-19 czerwca 2010 r. zrealizowaliśmy pierwszą edycję projektu „Niepełnosprawni w skałach”. Razem z grupą ośmiu wychowanków Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących z Krakowa pojechaliśmy do Skały (jakaż adekwatna nazwa miejscowości!), gdzie w schronisku PTSM zorganizowaliśmy sobie bazę wypadową. A wybraliśmy się do Jerzmanowic w Witkowe Skałki. Tam cały dzień, pod opieką wykwalifikowanych instruktorów – Maćka Ciesielskiego oraz Roberta Rokowskiego – mogliśmy się wspinać.

To co się działo przeszło nasze najśmielsze oczekiwania! Z każdym kolejnym metrem w górę strach ustępował radości z przeżywania czegoś zupełnie nowego. Z całej grupy tylko jedna osoba – Agnieszka – miała kiedykolwiek okazję spróbować czym jest wspinaczka. Pozostałe osoby po raz pierwszy zetknęły się ze szpejem (czyli wspinaczkowym sprzętem) – z pomocą instruktorów oraz wolontariuszy poznawali jak działa uprząż wspinaczkowa czy karabinek. Przed wejściem na swoją pierwszą wspinaczkową drogę razem uczyliśmy się na czym polega asekuracja „na wędkę” (czyli asekuracja z góry) oraz jaką przyjąć pozycję do zjazdu. Po przełamaniu początkowego strachu, zaczęły się… dziać cuda! Po prostu wszyscy ruszyli do góry :) Wyszukując chwyty i stopnie czasem wyłącznie a czasem głównie z pomocą dotyku, korzystając ze wskazówek asekurujących, nasi młodzi adepci wspinaczki zdobywali kolejne drogi. Najbardziej zaskoczył nas Szymon (niewidomy, stracił wzrok pięć lat temu), któremu udało się przejść drogę o wycenie 5. Niejeden uczestnik kursu wspinaczkowego nie robi „piątki”, a Szymek sobie poradził! Gratulacje! Zwięczeniem wspinaczkowych działań tego dnia była wizyta naszego przyjaciela Łukasza Żelechowskiego, uczestnika zeszłorocznej wyprawy na Elbrus. To Łukasz, jako osoba niewidoma, zainspirował nas do zorganizowania wspinaczki dla niewidomych.

Na następny dzień, w sobotę, wybraliśmy się razem do Nielepic. W Nielepicach znajduje się stadnina koni huculskich. I choć adrenalina już nieco mniejsza, niż w skałkach, też było dużo radości i dobrej zabawy. Każdy miał okazję pojeździć konno, a także konia nakarmić i pogłaskać (np. Monice najbardziej podobały się uszy :) . Po raz kolejny przekonujemy się, że każda forma aktywności jest dobrym sposobem na integrację.

Przed wyjazdem, kiedy wspominaliśmy różnym osobom o projekcie, niektórzy pukali się w głowę i pytali nas zdziwieni: po co? Po co niewidomych ciągnąć w skały? Czy wspinaczka niewidomych jest w ogóle możliwa? A nawet jeśli, to co oni z tego mają, skoro nie mogą zobaczyć widoków, wysokości… To przykre, jak wielu jest ludzi, którzy myślą, że świat osób niewidomych, czy w ogóle niepełnosprawnych, musi się kończyć na prostej egzystencji, na funkcjonowaniu w dobrze znanych czterech ścianach. To, że ktoś nie widzi, wcale nie znaczy, że na swój sposób nie odczuwa otaczającej go rzeczywistości. Może ją przecież badać poprzez dotyk, co akurat przy wspinaczce jest szalenie ważne. Może także polegać na współpracy z drugą, widzącą osobą. Wreszcie przy okazji naszej akcji zauważyliśmy nawet pewien paradoks: brak wzroku przy wspinaniu to brak lęku wysokości, poczucia, że jestem się 20 m nad ziemią i boję się zrobić krok dalej…

Projekt „Niepełnosprawni w skałach” nie byłby możliwy bez zaangażowania i pomocy wielu osób. W tym miejscu chcemy szczególnie podziękować Ewie Szalewskiej, pracownikowi Kompanii Piwowarskiej, która to w ramach programu wolontariatu pracowniczego „Ekipa nie tylko od święta” dofinansowała wyjazd. Ewa, sama przed paroma laty uprawiając wspinaczkę, aktywnie włączała się w pomoc naszym uczestnikom. W skałach nie zrobilibyśmy nic bez Maćka i Roberta, instruktorów PZA, ratowników TOPR, znanych i cenionych wspinaczy. Dziękujemy Wam! Za gościnę dziękujemy również stadninie w Nielepicach. Wielkie dzięki również dla naszych dzielnych wolontariuszy, którzy od razu złapali kontakt z „ekipą z Tynieckiej”, a i sami pokazali na co ich stać w skałach ;) Nie omieszkamy również dodać, że swoją pierwszą wspinaczkową drogę w życiu przeszła Agnieszka Pleti, dyrektor fundacji (mamy to na zdjęciach!). Jednym słowem – było super i mamy nadzieję na dalszy ciąg! Już myślimy o uruchomieniu fundacyjnej integracyjnej sekcji wspinaczkowej i kolejnych wyjazdach. Szczegóły niebawem!

fot. Weronika Gurdek

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.