Nie jestem zdobywcą – Jasiek Mela swoją skromnością i szczerością szybko zdobył serca gorzowskiej młodzieży.

12 kwietnia Jasiek Mela – najmłodszy w historii i pierwszy niepełnosprawny zdobywca obu biegunów Ziemi spotkał się w gorzowskiej bibliotece z młodzieżą. Dzień wcześniej był w Trzcielu i Międzyrzeczu. Spotkanie zostało zorganizowane w ramach programu. Dyskusyjne Kluby Książki realizowanego we współpracy z Instytutem Książki.

Sala w Gorzowskiej Książnicy wypełniona po brzegi, ok. 250 osób. Prawie sami młodzi ludzie w wieku 13 – 18 lat i rodziny z dziećmi. Niektórzy zwolnili się z pracy, żeby przyjść ze swoim dzieckiem na to spotkanie. Wszyscy chcą zobaczyć tego chłopaka, który pomimo niepełnosprawności jest szczęśliwy, spełnia swoje marzenia i jeszcze pomaga innym uwierzyć w siebie. W końcu pojawia się. Wszystkie oczy kierują się w jego stronę. Szczuplutki, niewysoki, nieco nieśmiały, ale bije od niego niezwykłe światło. Ma w sobie magnetyzm. Kiedy zaczyna opowiadać, zapada kompletna cisza. Cały czas się uśmiecha, cierpliwie odpowiada na każde pytanie, chociaż niektóre zadawane są po raz kolejny. Jest szczery i skromny. Od razu zdobywa serca młodzieży. Wszyscy siedzą jak „zaczarowani”, ja też, chociaż mam ponad 40 lat
i niejedno w życiu widziałam.

Jasiek zadziwia swoją mądrością życiową i dojrzałością. Dokładnie wie, co jest w życiu ważne i czego pragnie. Przyznaje, ze Jego największym marzeniem jest założenie szczęśliwej rodziny. Uważa, że najwspanialszą podróżą jest… wychowywanie dzieci. Niezwykłe deklaracje w ustach 23. letniego chłopaka.

Podkreśla, że jest szczęśliwy i niczego w swoim życiu by nie zmienił. Nie ogląda się za siebie i nie rozpamiętuje wydarzeń z przeszłości. Widocznie tak miało być, bo według Jaśka, nic nie dzieje się bez powodu. Coś się kończy, ale jednocześnie coś zaczyna.

Nie zawsze jednak tak myślał. Początkowo zaakceptowanie nowej sytuacji było dla niego bardzo trudne. Czuł, że życie go omija. Nie było łatwo przełamać się i pójść na przykład na basen. Wydawało mu się, że wszyscy będą się na niego „gapić”. Trochę czasu minęło, zanim zrozumiał, że nie powinien przeglądać się w oczach innych. Każdy powinien żyć tak jak chce, a my ciągle zastanawiamy się co o nas powiedzą i pomyślą inni ludzie. Zamykamy się w klatkach – mówił na spotkaniu w Trzcielu.

Na każdym spotkaniu podkreślał, że nie jest zdobywcą ani tym bardziej człowiekiem sukcesu. Wchodzenie na kolejne szczyty nie jest dla niego celem samym w sobie. Najważniejsze to pomaganie innym ludziom, zdobywanie funduszy na protezy, dawanie radości i nadziei. Dlatego każda wyprawa organizowana przez jego Fundację ma charakter integracyjny. Biorą w niej udział zarówno osoby pełnosprawne jak i niepełnosprawne w różnym wieku. Jasiek żartował, że przypominają „grupę składaków”. Są wśród nich osoby niewidome, niesłyszące, na wózkach, bez ręki, bez nogi. Wszyscy sobie nawzajem pomagają i uzupełniają się.

Jasiek uważa, że „każdy ma swoje Kilimandżaro”, a tym szczytem do zdobycia może być wszystko… Dla osoby niepełnosprawnej często jest to po prostu przejście tych kilku metrów z pokoju do łazienki albo zrobienie sobie samodzielnie herbaty.

Przyznał, że czasami podejmuje się realizacji jakiegoś przedsięwzięcia tylko dlatego, żeby pokazać innym niepełnosprawnym, że skoro jemu się udało, to oni także mogą spróbować. Tak było z udziałem w największym maratonie na świecie New York City Marathon. Nigdy nie lubił biegać, ale podjął to wyzwanie trochę na przekór sobie, bo trzeba iść do przodu i przełamywać swoje słabości. Na początku założył nawet, że po kilku kilometrach zejdzie z trasy, ale przebiegł cały dystans 42. kilometrów.

Podkreślał, że miał szczęście do ludzi. Najwięcej zawdzięcza oczywiście Markowi Kamińskiemu, ale z wielkim szacunkiem wyrażał się także o Annie Dymnej i wszystkich osobach związanych z Fundacją „Poza Horyzonty”. Dzięki Markowi Kamińskiemu zrozumiał jaka jest różnica pomiędzy ryzykiem a ryzykanctwem. Mówił, że trzeba wykorzystywać swoje szanse, nie bać się podejmować czasami ryzyka. Według Jaśka ryzyko jest po prostu wpisane w ludzkie życie. A on swoje życie chce przeżyć jak najpiękniej. Dlatego będzie robił rzeczy, o których inni tylko marzą…

Anna Królewicz – Spętany, koordynator wojewódzki DKK

 


Podoba Ci się ten artykuł? Nie jesteś obojętny na problemy ludzi po amputacji?

Jeśli tak, wesprzyj nasze działania - zróbmy razem coś dobrego!

Możliwość komentowania jest wyłączona.